piątek, 6 kwietnia 2012

The Hunger Games / Igrzyska Śmierci [2012]

4 miesiące temu zachęcałam Was to przeczytania trylogii Igrzyska Śmierci Suzanne Collins. Wspominałam również o nadchodzącej premierze filmu o tym samym tytule. Doczekaliśmy się premiery. W kinie byłam tydzień temu. Pomijając fakt, że po 5min film zniknął z ekranu i zapaliły się światła na jakieś 20 min, projekcja była udana :P

Już od pierwszych minut filmu wiedziałam, że będzie dobrze. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem surowym krytykiem, jeśli chodzi o ekranizację książek. Diabeł tkwi w szczegółach. Od początku widziałam dbałość o szczegóły, począwszy od scenografii, wyglądu aktorów, na dialogach skończywszy. Te były momentami dokładnie takie jak w książce. To się niewątpliwie chwali, duży plus.

Jednak jest też minus i to ogromny. Dla mnie osobiście nie miało to znaczenia, bo czytałam książkę.. Ale dla tych, którzy przyszli po prostu na film, bez znajomości fabuły, był to problem. Otóż wydaje mi się, że twórcy trochę za mało wyjaśnili o co w tym wszystkim chodzi. Owszem, zarysowali historię na samym początku filmu, wyjaśniając genezę tytułowych Głodowych Igrzysk, ale chyba za mało weszli w szczegół. Warto byłoby rozwinąć wątek Kapitolu. Po wyjściu z kina słyszałam, jak jedna osoba pytała drugą czemu Ci ludzie w Kapitolu byli tacy wymalowani i kolorowi, druga odpowiedziała jej, że to dlatego, że to jest daleka przyszłość. Blisko, ale nie do końca. Chodziło o ukazanie kontrastu pomiędzy bogatą stolicą, a zależnymi od niej  biednymi dystryktami, jak również próżności i głupoty zamieszkujących ją ludzi. Świetnie ukazano ich rozbawienie podczas oglądania Igrzysk Śmierci - ale obawiam się, że większa część widzów tego nie dostrzegła. Również początek filmu, czyli przygotowania do Igrzysk, zapewne był dla wielu nudny i powolny. Ja osobiście chłonęłam każdą scenę, ponieważ dostrzegałam w tym sens. W książce ten czas jest nasycony przeróżnymi emocjami, których przeciętny widz nie dostrzeże w filmie, bowiem książka zawiera przemyślenia bohaterów, których w filmie niestety zabrakło.

Dobór aktorów bardzo trafny. Jennifer Lawrence jako Katniss - świetna! Spotkałam się z opinią, że jest za pyzata jak na dziewczynę przymierającą głodem. Ja sądzę jednak, ze zagrała świetnie. Oddała idealnie charakter bohaterki i za to jej bardzo dziękuje. Nic dodać nic ująć, po prostu świetny wybór! Co do Peety nie byłam  przekonana, ale potem jakoś się do niego przyzwyczaiłam. Może ciut inaczej go sobie wyobrażałam. 
Oczywiście, że część scen została pominięta, ale najważniejsze jest to, że zostawili wszystkie kluczowe momenty. Efekty specjalne - nie mam zarzutów. Film zrobiony bardzo porządnie.
  • Ocena: 4/5
Film nie powalił mnie na kolana, dlatego 4, a nie 5. No i za ten jeden minus w postaci braku pewnych wyjaśnień dla osób nieczytających książki. Ale film jak najbardziej polecam. Na pewno lepiej będzie się Wam go oglądało po przeczytaniu książki ;)

1 komentarz:

Tomasz Stępnik pisze...

Ja póki co omijam kinowe Igrzyska Śmierci bo zaciekawiony Twoją recenzją poluję na książki najpierw a potem chcę je skonfrontować z filmem.

Ale ciesze się, że się film podobał i na pewno też go obejrzę ;)